Raportowanie czyli jak jesteśmy zmuszani do marnowania czasu

Wysłano October 10th, 2009 w Outsourcing przez

Nie – nie chodzi mi o raporty giełdowe. Te mają sens. Staramy się je robić dużo lepiej niż musimy. Łatwo to sprawdzić tutaj. Chodzi mi o wszelkie inne obowiązki sprawozdawcze, które Państwo nakłada na przedsiębiorców. Co to jest? To jest podatek. Podatek pobierany nie po to, by przyniósł komukolwiek korzyść. To jest podatek, który jest pobierany bo łatwiej jest opodatkować firmę, niż pomyśleć. Kiedy przekształcaliśmy spółkę jawną w akcyjną myślałem naiwnie, że zmiany w gruncie rzeczy będą niewielkie. Jednak wzrost wielkości firmy i zmiana formy prawnej wymusiła rzeczy  których chyba filozofom, a przynajmniej mi,  się nie śniło.

Jako spółka akcyjna notowana na NewConnect musimy publikować Raport roczny. To ma sens, bo pokazuje pełny obraz spółki przez cały rok i na jego koniec. Oprócz części “beletrystycznej” zawiera on dużo informacji finansowych: rachunek zysków i strat, bilans i przepływy. Słowem ma wszystko to, co mieć powinien. No i ja naiwny myślałem, że to koniec.

Otóż ten raport roczny jest dobry na giełdę. Urząd Skarbowy też się zadowolił tym samym dokumentem. Wystarczyło się tam pofatygować (3 godziny zużyte).

Sąd uznał, że ten raport jest zły. Czemu? Bo sąd ma dostać sprawozdanie finansowe. Wysłać raport do sądu (1 godzina). Po otrzymaniu wezwania wysłać do sądu wyjaśnienie, że sprawozdanie finansowe jest częścią raportu, który sąd otrzymał od strony X do strony Y (2 godziny + 1 godzina prawników). Po kolejnym wezwaniu sądu wydrukowanie stron od X do Y, dodanie strony tytułowej, zbindowanie i zawiezienie do sądu (2 godziny + 1 godzina prawników + 1 godzina konsultantów).

GUS – nieeee, nie mogą użyć raportu, który się wysłało w inne miejsca. Mają własny system on-line, którego przyjazność można tylko tylko porównać z wyszukiwarką przetargów UZP. Tam nie wpisuje się liczb z raportu. Trzeba je zaokrąglać. Jak? No tak, by narzędzie się nie buntowało. Zatem czasami w górę, czasami w dół. Niekoniecznie zgodnie z regułami, których człowiek się uczył w szkole. (4 godziny spalone + mnóstwo nerwów na strasznie wolne narzędzie). Potem 2 godziny z naprawdę bardzo uprzejmą panią z GUSu by wyjaśnić gdzie się coś nie zgadza.

Teraz został Monitor B. Postawię komuś duże piwo jeśli zdoła mi wytłumaczyć po co spółki są zobligowane do publikowania tam swoich sprawozdań finansowych. Znowu kilka godzin w plecy, by zrozumieć jak to działa. No i zapłacić rachunek za publikację do której nasze Państwo nas zmusza, a której nikt nie czyta. Trudno sobie wyobrazić coś głupszego.

Zatem na wysłanie raportów do różnych instytucji firma zużyła co najmniej kilka dni plus wydała pieniądze na prawników, konsultantów i koszty druku. Kilku urzędników miało robotę przepisując te dane do swoich systemów lub wpinając je do segregatorów. A to wszystko przepisując coś, co zostało w przyzwoitej formie przygotowane i oficjalnie opublikowane.

Czy naprawdę trudno by było wymyślić jeden format w którym te 3 zwykle tabelki miały być publikowane i wysyłane do wszystkich instytucji? Nie – ale komu na tym zależy, skoro płacą za to firmy. Niech płacą. W gruncie rzeczy nie zbiednieją, nie?

Brak komentarzy...

Dodaj komentarz